Minęło pół roku, w trakcie którego opisywaliśmy sytuację panującą na naszych drogach. Z korespondencji wyłania się taki, mniej więcej obraz: Polska zamieniła się w wielki plac budowy. Dzięki funduszom z Unii Europejskiej w wszystkich zakątkach kraju ruszyły nowe inwestycje. Na każdym kroku spotykamy ekipy łatające dziury w asfalcie, montujące ekrany akustyczne i sygnalizację świetlną, układające nowe chodniki i ścieżki rowerowe. Z każdym dniem ubywa odcinków straszących koleinami. Jest szansa, że za kilka lat polskie miasta połączy sieć dróg ekspresowych i autostrad. W pobliżu wielu miast powstają nowoczesne obwodnice… Zapowiada się, że za kilka lat stan polskich dróg będzie na całkiem przyzwoitym poziomie. Już dzisiaj arterie łączące główne miasta prezentują się nienajgorzej. Skoro jest tak dobrze, to, dlaczego jest tak źle? Dlaczego jazda po polskich drogach jest tak trudna i niebezpieczna? Dlaczego każdego roku giną na drogach tysiące ludzi? Do tej pory zwykliśmy mówić, że wszystkiemu winny jest fatalny stan dróg. Jednak wkrótce za sprawą budowlańców ta wymówka przestanie być aktualna. Czas spojrzeć prawdzie w oczy, polscy kierowcy jeżdżą bardzo niebezpiecznie. Nowoczesne drogi nie pomogą, jeżeli królować będzie na nich bezmyślność i brawura. Podobno u 5% mężczyzn organizm wytwarza zbyt wiele testosteronu, co wpływa na ich agresywne zachowanie. Dawniej zginęliby na wojnie i zostaliby bohaterami narodowymi. W pokojowych czasach nie mają szansy na udział w szarży ułańskiej, więc wyżywają się za kierownicami swoich samochodów. Energiczni, odważni, przebojowi. Bez obawy wyprzedzają „na trzeciego”, pod górę, na podwójnej ciągłej. Niestraszna im jazda „na czołówkę”. Osobiście znam człowieka, który w 1,5 godziny dojeżdża samochodem z Łodzi do Olkusza. A może słyszeliście o motocyklistach bijących rekordy w najkrótszym czasie przejazdu z Gdańska do Szczecina? Jadą tak szybko, że na szyi zawiązują strunę fortepianową, która przymocowana jest do motoru w taki sposób, aby w razie wypadku odciąć głowę śmiałka. Szybka śmierć zamiast wózka inwalidzkiego… Gwarantuję wam, że gdyby wybuchła wojna, wszyscy oni zginęliby w ciągu kilku pierwszych dni. Ponieważ wojna od dawna omija nasz kraj, „bohaterowie” giną na drogach. Zbyt często zabijając przy okazji niewinnych uczestników ruchu. To przez nich w naszych korespondencjach tak często zajmowaliśmy się opisami wypadków drogowych. Rozwiązaniem problemu byłoby stworzenie armii żądnych wrażeń ochotników, których moglibyśmy wysłać do Afganistanu albo Iraku. Przybyłoby bohaterów, ubyło ofiar wypadków drogowych. Jeżeli uważacie, że mój pomysł jest zbyt śmiały, to proponuję wam dużo prostszy sposób na poprawę bezpieczeństwa na drodze. Jeżeli widzisz pirata drogowego, dzwoń na Policję. Nie mrugaj ostrzegawczo światłami, gdy przy drodze zobaczysz funkcjonariusza z radarem. I najważniejsze, daj dobry przykład, jak należy bezpiecznie jeździć. Zwalniaj na obszarze zabudowanym nawet, jeżeli masz CB- radio i wiesz, że w pobliżu nie ma żadnego radiowozu. Szanuj innych użytkowników drogi. Nie kieruj, jeśli jesteś pod wpływem alkoholu lub środków odurzających. Najprościej mówiąc przestrzegaj Kodeksu Drogowego. Jeżeli wytrwasz, jest szansa, że przeżyjesz i przy okazji w realny sposób wpłyniesz na poprawę bezpieczeństwa wszystkich użytkowników dróg. Możesz też zainteresować się zasadami eco-drivingu. Jadąc spokojnie i płynnie bezpiecznie dojedziesz do celu i zaoszczędzisz dużo pieniędzy. Każdy z nas może mieć wpływ na to, jakie będą nasze drogi. O resztę zadbają drogowcy. |