Świnoujscy dorożkarze dalej jeździć będą wzdłuż ruchliwej ulicy Wojska Polskiego ciągnącej się od dawnej granicy w stronę centrum miasta. Tutaj zarabiają na przychodzących do Świnoujścia Niemcach. Ze starej trasy korzystać będą przynajmniej do wiosny. To wyniki ustaleń w Urzędzie Miasta. Dorożkarze będą jeździć starą trasą, nie będą mogli wjeżdżać tylko na ulicę Jana z Kolna, gdzie mieści się szpital i droga musi być udrożniona dla przejeżdżających tędy karetek. Z ruchu dorożek wyłączona została także ul. Moniuszki. Trwa jej przebudowa. Po jej zakończeniu dorożki też nie będą tamtędy jeździć, bo jest tam zbyt duże natężenie ruchu. W magistracie rozważają także, czy w projekcie przebudowy ul. Wojska Polskiego nie ująć budowy miejsc postojowych dla dorożek na dwóch końcach tej ulicy. Kolejne spotkanie z dorożkarzami odbędzie się w kwietniu przyszłego roku. Wezmą w nim udział także policjanci i weterynarz. Niewykluczone, że do tego czasu liczba dorożek się zmniejszy. Niektórzy dorożkarze rozważają, czy nie sprzedać swoich wozów i koni Niemcom. Kiedyś dorożek było w mieście ponad 100, a obecnie jest ich około 35. Dorożkarze narzekają, że mają mniej klientów od chwili wejścia do strefy Schengen. Sytuacja w Świnoujściu była wcześniej specyficzna. W Polsce i Europie dorożki przestały być środkiem transportu miejskiego już w XIX w., a stały się elementem atrakcji turystycznej. W mieście nad Świną wskutek zamkniętej dla samochodów granicy, dorożkarze mieli komfortową sytuację. Zarabiali na przekraczających granicę Niemcach. Po Schengen kolejnych klientów odebrały im kolejka UBB i ścieżka rowerowa na przedłużeniu ulicy Bałtyckiej. Konkurencję zyskali także świnoujscy taksówkarze. Dzisiaj dorożkarze muszą diametralnie zmienić nastawienie do swojej profesji.
|